Dystans11.69 km Czas00:32 Vśrednia21.92 km/h
SprzętGiant X-1500
Dystans24.65 km Czas01:01 Vśrednia24.25 km/h
SprzętGiant X-1500
Dystans26.05 km Czas01:09 Vśrednia22.65 km/h
SprzętGiant X-1500
Dystans60.03 km Czas02:49 Vśrednia21.31 km/h
SprzętGiant X-1500
Dystans21.58 km Czas01:03 Vśrednia20.55 km/h
SprzętMerida TFS 900
Dystans31.86 km Czas01:40 Vśrednia19.12 km/h
SprzętMerida TFS 900
Kołobrzeg
Wczoraj przez większość dnia lało. W nocy lało. Dzisiaj od rana leje. Aplikacje pogodowe twierdzą, że przez następne dwa dni będzie lało. Wygląda na to, że to koniec wycieczki. Już nie uda mi się przemykać między falami deszczu. Wynajmować kwatery i czekać aż to wszystko przejdzie nie mam zamiaru. Jazda dla samej jazdy, bez zwiedzania i zdjęć też jest bez sensu. Toczę się jeszcze główną szosą do Kołobrzegu, ale im bliżej jestem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że resztę trasy trzeba pozostawić na inny termin. Docieram do miasta, na peronie kolejowym przebieram się w suche rzeczy, kupuję bilet i wracam do domu.
Nie mam żadnych zdjęć z tego dnia. Na koniec zamieszczę więc zdjęcia moich wszystkich ośmiu noclegów.
Nocleg nad jeziorem Długim obok Swobnicy. Miejsce dobrze mi znane. Spałem tu już chyba po raz trzeci:

Nocleg nad jeziorem Marianowskim. Brzegi jeziora są dość strome i nie dają nadziei na znalezienie jakiejś dzikiej, płaskiej plaży. Na szczęście pomocną dłoń wyciągają miejscowi wędkarze, budując tak duże pomosty, że można na nich postawić namiot:

Nocleg nad jeziorem Przytonko na Pojezierzu Drawskim. Piękna wieczorna ulewa zaowocowała jeszcze piękniejszą tęczą:

Nocleg nad jeziorem Bielsko między wioskami Jeziernik i Trzmielewo. Piękne miejsce, płaskie i z niską trawką. Woda w jeziorze czyściutka i dno twarde. Miałem tego dnia jechać dalej, ale takiej miejscówce trudno się oprzeć:

Nocleg pod wiatą na polanie wypoczynkowej obok wsi Popowice. Niczego tu nie brakuje. Jest nawet woda i prąd:

Nocleg nad maleńką rzeczką Głaźna, tuż przed samym Słupskiem:

Nocleg nad prywatnym jeziorem Świdno obok Sianowa. Za biwakowanie tutaj i łowienie ryb się płaci, ale jak właściciele zobaczyli, że nawet wędki nie mam, to machnęli na mnie ręką:

Nocleg nad prywatnym stawem rybnym obok wsi Świemino. Tutaj za rozbicie namiotu musiałem zapłacić 10 zł. Gdybym miał wędkę, cena wzrosłaby do 45 zł:
Nie mam żadnych zdjęć z tego dnia. Na koniec zamieszczę więc zdjęcia moich wszystkich ośmiu noclegów.
Nocleg nad jeziorem Długim obok Swobnicy. Miejsce dobrze mi znane. Spałem tu już chyba po raz trzeci:

Nocleg nad jeziorem Marianowskim. Brzegi jeziora są dość strome i nie dają nadziei na znalezienie jakiejś dzikiej, płaskiej plaży. Na szczęście pomocną dłoń wyciągają miejscowi wędkarze, budując tak duże pomosty, że można na nich postawić namiot:

Nocleg nad jeziorem Przytonko na Pojezierzu Drawskim. Piękna wieczorna ulewa zaowocowała jeszcze piękniejszą tęczą:

Nocleg nad jeziorem Bielsko między wioskami Jeziernik i Trzmielewo. Piękne miejsce, płaskie i z niską trawką. Woda w jeziorze czyściutka i dno twarde. Miałem tego dnia jechać dalej, ale takiej miejscówce trudno się oprzeć:

Nocleg pod wiatą na polanie wypoczynkowej obok wsi Popowice. Niczego tu nie brakuje. Jest nawet woda i prąd:

Nocleg nad maleńką rzeczką Głaźna, tuż przed samym Słupskiem:

Nocleg nad prywatnym jeziorem Świdno obok Sianowa. Za biwakowanie tutaj i łowienie ryb się płaci, ale jak właściciele zobaczyli, że nawet wędki nie mam, to machnęli na mnie ręką:

Nocleg nad prywatnym stawem rybnym obok wsi Świemino. Tutaj za rozbicie namiotu musiałem zapłacić 10 zł. Gdybym miał wędkę, cena wzrosłaby do 45 zł:
Dystans71.12 km Czas04:28 Vśrednia15.92 km/h
SprzętMerida TFS 900
Ślady Księstwa Pomorskiego: Sianów, Koszalin, Karlino
Pogoda całkiem siadła. Do tej pory udawało mi się przemykać między falami deszczu. Padało głównie w nocy i rano. Wyjeżdżałem późno, ale deszcz łapał mnie rzadko i coś tam po drodze udawało się zobaczyć. Ostatnie dwa dni to już w ogóle były słoneczne. Ale na tym koniec. Za dwa dni słońca trzeba ponieść karę. Już wczoraj w Darłowie zaczęło padać, a namiot rozbijałem w deszczu. Dziś z rana znów było ładnie, a potem jak zaczęło lać, to już tak, jakby w ogóle nie chciało przestać.
Sianów
Jadę do Sianowa. Tak naprawdę nie wiem po co, bo w Sianowie nic nie ma. Miasteczko zapisało się na kartach pomorskiej historii, ale do dnia dzisiejszego nie przetrwały w nim żadne zabytki. Kiedyś stał tu nawet zamek. Związana jest z nim dość ciekawa historia. Otóż w 1475 roku na zamku w Sianowie gościł książę Bogusław X. Jego świta w tym czasie zabawiała się w okolicy w dość awanturniczy sposób. Napadli na zmierzający do Koszalina konwój kupiecki i go obrabowali. Na wieść o tym koszalinianie zebrali oddział zbrojnych i ruszyli do Sianowa schwytać winnych. Ponieważ książę stanął murem za swoimi ludźmi, pojmali go, związali i na wozie pełnym gnoju powieźli do Koszalina. Dopiero tam przyszło otrzeźwienie. Burmistrz Koszalina natychmiast uwolnił księcia, ale nie tak łatwo przyszło wybłaganie przebaczenia. Wszyscy mieszkańcy musieli paść przed księciem na kolana, a potem gościć go przez kilka dni na swój własny koszt. Miasto musiało też darować wszystkie długi, jakie Bogusław był im winny, a na dokładkę zburzyć bramę miejską, przez którą tak niechlubnie wjechał do miasta. Tak to było, a dziś historycy nie są nawet w stanie określić w którym miejscu Sianowa stał zamek. Podawane są różne lokalizacje, ale są to tylko domysły. Po zamku nie pozostał żaden ślad. Zamieszczę więc zdjęcie pomnika "dziewczynek z zapałkami", bo Sianów bardziej kojarzy się z nieistniejącą już fabryką zapałek niż z Księstwem Pomorskim.

Koszalin
Koszalin był jednym z większych miast Księstwa Pomorskiego. Należał do biskupów kamieńskich i od nich otrzymał prawa miejskie. Wydawać by się mogło, że w mieście tej wielkości znajdę sporo pozostałości po Księstwie Pomorskim, ale rzeczywistość jest inna. Stare Miasto praktycznie nie istnieje zniszczone doszczętnie przez wojska radzieckie. Ocalała tylko katedra. Jadę na wzgórze zamkowe. Tam pozostał jeszcze mały fragment murów miejskich i dawny kościół zamkowy. Kościół ten powstał na początku XIV wieku jako część zakonu Cystersek osiadłych w Koszalinie w 1278 roku. Gdy zakon rozwiązano, kościół popadł w ruinę. W 1568 roku na terenie dawnego zakonu rozpoczęto budowę zamku. Wtedy kościół odrestaurowano i stał się kościołem zamkowym. Zamek nie istniał długo, spłonął w 1718 roku i już nigdy nie został odbudowany. Przetrwał tylko kościół. Zdjęcie poniżej przedstawia miejsce, w którym kiedyś stał zamek. Ten budynek w głębi wznosi się dokładnie na jego fundamentach:

A tak wygląda dawny kościół zamkowy:

I to by było w zasadzie tyle. Wyjątkowo mało jak na tak duże miasto. Poganiany przez deszczowe chmury jadę dalej. Po drodze dopada mnie burza. Pioruny walą na prawo i lewo, z nieba leje się potok wody. Nie mam gdzie się schować, więc po prostu jadę.
Karlino
Całkowicie przemoczony wjeżdżam do Karlina. Niewielkie miasteczko jest dziś zupełnie zapomniane, a przecież kiedyś było jednym z ważniejszych miast Księstwa Pomorskiego. W 1280 roku otrzymali je w spadku biskupi kamieńscy. Niespełna sto lat później, w 1372 roku wpadli na pomysł, by przenieść tu stolicę diecezji. W tym celu wznieśli w Karlinie okazały zamek oraz nadali mu prawa miejskie. Nowo powstałe miasto nie miało jednak szczęścia. W 1409 biskup wdał się w konflikt z księciem Bogusławem VIII, w wyniku czego wojska pomorskie najechały i doszczętnie spaliły miasto. Zamek wtedy ocalał, ale już w 1481 doszło do powtórki. Tym razem Karlino najechały połączone wojska koszalińsko-kołobrzeskie, skutkiem czego miasto ponownie spłonęło. Tym razem zamek poszedł z dymem wraz z miastem. Ot, taki tam średniowieczny sposób na zmuszenie biskupa do zwrotu zaciągniętej pożyczki. Zamek został odbudowany i przekształcony w piękną, renesansową rezydencję. Przetrwał do roku 1761, kiedy to podczas wojny siedmioletniej został zajęty przez Rosjan, splądrowany i spalony. Po tym wydarzeniu nie został już odbudowany. Z zamku pozostały jedynie fundamenty i zasypane gruzem piwnice. Na nich, po latach zbudowano budynek browaru, ale i on z czasem popadł w ruinę. Dziś całą Wyspę Biskupią wraz z resztkami zamku przejął prywatny inwestor. Planuje tam stworzyć centrum konferencyjne. Po oczyszczeniu piwnic dawnego zamku okazało się, że w świetnym stanie zachowały się gotyckie sklepienia gwiaździste. Zamek nie jest udostępniony do zwiedzania, ale jeśli trafi się na właściciela, to chętnie zaprosi do środka.





Sianów
Jadę do Sianowa. Tak naprawdę nie wiem po co, bo w Sianowie nic nie ma. Miasteczko zapisało się na kartach pomorskiej historii, ale do dnia dzisiejszego nie przetrwały w nim żadne zabytki. Kiedyś stał tu nawet zamek. Związana jest z nim dość ciekawa historia. Otóż w 1475 roku na zamku w Sianowie gościł książę Bogusław X. Jego świta w tym czasie zabawiała się w okolicy w dość awanturniczy sposób. Napadli na zmierzający do Koszalina konwój kupiecki i go obrabowali. Na wieść o tym koszalinianie zebrali oddział zbrojnych i ruszyli do Sianowa schwytać winnych. Ponieważ książę stanął murem za swoimi ludźmi, pojmali go, związali i na wozie pełnym gnoju powieźli do Koszalina. Dopiero tam przyszło otrzeźwienie. Burmistrz Koszalina natychmiast uwolnił księcia, ale nie tak łatwo przyszło wybłaganie przebaczenia. Wszyscy mieszkańcy musieli paść przed księciem na kolana, a potem gościć go przez kilka dni na swój własny koszt. Miasto musiało też darować wszystkie długi, jakie Bogusław był im winny, a na dokładkę zburzyć bramę miejską, przez którą tak niechlubnie wjechał do miasta. Tak to było, a dziś historycy nie są nawet w stanie określić w którym miejscu Sianowa stał zamek. Podawane są różne lokalizacje, ale są to tylko domysły. Po zamku nie pozostał żaden ślad. Zamieszczę więc zdjęcie pomnika "dziewczynek z zapałkami", bo Sianów bardziej kojarzy się z nieistniejącą już fabryką zapałek niż z Księstwem Pomorskim.

Koszalin
Koszalin był jednym z większych miast Księstwa Pomorskiego. Należał do biskupów kamieńskich i od nich otrzymał prawa miejskie. Wydawać by się mogło, że w mieście tej wielkości znajdę sporo pozostałości po Księstwie Pomorskim, ale rzeczywistość jest inna. Stare Miasto praktycznie nie istnieje zniszczone doszczętnie przez wojska radzieckie. Ocalała tylko katedra. Jadę na wzgórze zamkowe. Tam pozostał jeszcze mały fragment murów miejskich i dawny kościół zamkowy. Kościół ten powstał na początku XIV wieku jako część zakonu Cystersek osiadłych w Koszalinie w 1278 roku. Gdy zakon rozwiązano, kościół popadł w ruinę. W 1568 roku na terenie dawnego zakonu rozpoczęto budowę zamku. Wtedy kościół odrestaurowano i stał się kościołem zamkowym. Zamek nie istniał długo, spłonął w 1718 roku i już nigdy nie został odbudowany. Przetrwał tylko kościół. Zdjęcie poniżej przedstawia miejsce, w którym kiedyś stał zamek. Ten budynek w głębi wznosi się dokładnie na jego fundamentach:

A tak wygląda dawny kościół zamkowy:

I to by było w zasadzie tyle. Wyjątkowo mało jak na tak duże miasto. Poganiany przez deszczowe chmury jadę dalej. Po drodze dopada mnie burza. Pioruny walą na prawo i lewo, z nieba leje się potok wody. Nie mam gdzie się schować, więc po prostu jadę.
Karlino
Całkowicie przemoczony wjeżdżam do Karlina. Niewielkie miasteczko jest dziś zupełnie zapomniane, a przecież kiedyś było jednym z ważniejszych miast Księstwa Pomorskiego. W 1280 roku otrzymali je w spadku biskupi kamieńscy. Niespełna sto lat później, w 1372 roku wpadli na pomysł, by przenieść tu stolicę diecezji. W tym celu wznieśli w Karlinie okazały zamek oraz nadali mu prawa miejskie. Nowo powstałe miasto nie miało jednak szczęścia. W 1409 biskup wdał się w konflikt z księciem Bogusławem VIII, w wyniku czego wojska pomorskie najechały i doszczętnie spaliły miasto. Zamek wtedy ocalał, ale już w 1481 doszło do powtórki. Tym razem Karlino najechały połączone wojska koszalińsko-kołobrzeskie, skutkiem czego miasto ponownie spłonęło. Tym razem zamek poszedł z dymem wraz z miastem. Ot, taki tam średniowieczny sposób na zmuszenie biskupa do zwrotu zaciągniętej pożyczki. Zamek został odbudowany i przekształcony w piękną, renesansową rezydencję. Przetrwał do roku 1761, kiedy to podczas wojny siedmioletniej został zajęty przez Rosjan, splądrowany i spalony. Po tym wydarzeniu nie został już odbudowany. Z zamku pozostały jedynie fundamenty i zasypane gruzem piwnice. Na nich, po latach zbudowano budynek browaru, ale i on z czasem popadł w ruinę. Dziś całą Wyspę Biskupią wraz z resztkami zamku przejął prywatny inwestor. Planuje tam stworzyć centrum konferencyjne. Po oczyszczeniu piwnic dawnego zamku okazało się, że w świetnym stanie zachowały się gotyckie sklepienia gwiaździste. Zamek nie jest udostępniony do zwiedzania, ale jeśli trafi się na właściciela, to chętnie zaprosi do środka.





Dystans98.74 km Czas05:33 Vśrednia17.79 km/h
SprzętMerida TFS 900
Ślady Księstwa Pomorskiego: Słupsk, Darłowo
Wykręcam z moją trasą na północ i jadę w kierunku Słupska. Po drodze łapię się rzeki Słupi i jadę praktycznie wzdłuż niej, przecinając ją kilka razy. Rzeka jak to rzeka, najładniej wygląda z pozycji kajaka, ale z roweru też coś tam udaje mi się zobaczyć. Trafiam na przykład na jedną z elektrowni wodnych, których jest tam aż pięć. Powstały na przełomie XIX i XX wieku i po modernizacjach działają do dziś. Każda z nich jest inna i w inny sposób jest zasilana wodą. Ja odwiedzam elektrownię Gałąźnia Mała, do której woda doprowadzana jest rurami z odległości 13 km.

Słupsk
Słupsk to duże i bardzo ważne dla Księstwa Pomorskiego miasto. Początkowo należało do książąt wschodniopomorskich i to oni nadali mu prawa miejskie. Później miasto przejęła Polska, a po nich Brandenburgia. Gryfici zajęli miasto i okoliczne ziemie dopiero w 1316 roku, ale już w 1329 roku zastawili je u Krzyżaków. Umowa przewidywała 12 lat na spłatę zaciągniętego długu, a gdyby nie udało się go spłacić, miasto przeszłoby na własność zakonników. I rzeczywiście, panujący wtedy książę Bogusław V nie był w stanie zebrać wymaganej kwoty. Na wieść o rychłym przejęciu miasta skrzyknęli się słupscy mieszczanie oraz rycerstwo i sami zebrali brakującą kwotę. Miasto pozostało w granicach Księstwa Pomorskiego i z czasem rozrosło się tak, że na ok. 100 lat stało się stolicą jednej z jego dzielnic.
W Słupsku zachowało się sporo pomorskich zabytków. Najważniejszym jest Zamek Książąt Pomorskich wniesiony w 1507 roku. Dzisiejszy wygląd zawdzięcza powojennej odbudowie, podczas której przywrócono mu renesansową bryłę z końcówki XVI wieku.


Innym śladem świetności Słupska są pozostałości murów obronnych. Nie są kompletne, ale zachowały się spore fragmenty. Są nawet dwie potężne bramy miejskie i jedna baszta, zwana dziś Basztą Czarownic. Tak się akurat złożyło, że w tej jednej, ocalałej baszcie mieściło się kiedyś więzienie dla kobiet oskarżonych o konszachty z diabłem i uprawianie magii. Ostatnia ze słupskich czarownic, Trina Papisten spalona na stosie w 1701 roku została niedawno zrehabilitowana i jedno z nowo powstałych rond nazwano jej imieniem.



Do kompletu średniowiecznych zabytków Słupska dochodzą jeszcze kościoły. Ten na zdjęciu poniżej, stojący w pobliżu zamku powstał na początku XV wieku jako przyklasztorny kościół dominikanów. Po kilku pożarach i odbudowach stał się kościołem zamkowym:

Ten poniżej to najstarszy i najcenniejszy kościół w Słupsku. Jego początki sięgają 1280 roku, ale wyglądał wtedy inaczej. Niszczony w pożarach i odbudowywany kilkakrotnie zmieniał swoją bryłę. To, co możemy dziś oglądać to efekt przebudowy z 1853 roku:

A to najbardziej osobliwy "kościół" w Słupsku. Zbudowany w XIV wieku swoją funkcję pełnił do końca XVIII wieku. Potem został przekazany miastu, które dokonało przebudowy i adaptacji budowli na szkołę. Dzisiaj mieści się tam biblioteka. Ciekawie wyglądają te normalne, mieszkalne okna w ścianach i poddaszu budynku, który nadal ma bryłę kościoła:

Opuszczam Słupsk i jadę nad morze. Na poligonie w Wicku odbywają się jakieś manewry. Słychać strzały, eksplozje, a w pewnym momencie w górę wzbija się rakieta ciągnąc za sobą wstęgę dymu. Fajnie się tam bawią :) Poligon omijam szerokim łukiem i nad morze trafiam przy jeziorze Kopań. Stamtąd mam już rzut beretem do Darłowa.
Darłowo
Darłowo od zawsze kojarzyło mi się z nadmorskim kurortem, leżeniem plackiem na plaży, tłumem wczasowiczów i straganami z tandetą. To wszystko tam jest, ale nie tyle w Darłowie, co w Darłówku leżącym przy samym ujściu Wieprzy do morza. To właściwe Darłowo znajduje się kilka kilometrów w głąb lądu i wyjątkowo mocno zapisało się w pomorskich kronikach. A wszystko przez jednego z książąt.
W 1382 roku w Darłowie urodził się książę Bogusław. Tak się złożyło, że jego babką od strony matki była duńska księżniczka, a z kolei jej siostrą królowa Małgorzata sprawująca władzę nad połączonymi królestwami Danii, Szwecji i Norwegii. Królowa Małgorzata miała syna, ale zmarł przedwcześnie i nie było szans na ciągłość dynastii. By jakoś wybrnąć z tej sytuacji, usynowiła swojego siostrzeńca Bogusława z odległego Darłowa. Ponieważ dla Skandynawów imię Bogusław brzmiało obco, zmienił je na Eryk i pod tym imieniem zapamiętała go historia. Eryk zamieszkał w Danii i szybko został koronowany na króla wszystkich trzech państw. Początkowo jego władza była iluzoryczna, ale po śmierci królowej Małgorzaty w 1412 roku zaczął rządzić naprawdę. A nie rządził wcale dobrze. Był władcą brutalnym i despotycznym. Szybko wdał się w wojnę o Szlezwik, która trwała 11 lat, pochłonęła ogromne straty finansowe i militarne, a i tak zakończyła się klęską Eryka. Potem wdał się konflikt z Zakonem Krzyżackim i z Hanzą. By to wszystko sfinansować nakładał podatki i cła. Nie za bardzo też radził sobie z równym traktowaniem trzech państw, którymi rządził. Rozwijał Danię, a Szwecję i Norwegię traktował po macoszemu i obsadzał urzędnikami duńskimi. To nie mogło się spodobać mieszkańcom. Wybuchł bunt. I to we wszystkich trzech państwach. W 1442 roku Eryk nie władał już żadnym z nich. Ale to nie koniec jego historii. Zdetronizowany król osiadł na Gotlandii, skąd dokonywał łupieżczych wypraw napadając na statki Hanzy. Nie darował też statkom swoich byłych poddanych. Dorobił się wtedy przydomku "Ostatniego Wikinga Bałtyku". Podobno z grabieży zgromadził olbrzymie bogactwa. Jego pirackie eskapady nie spodobały się Szwecji, która w końcu najechała i zajęła Gotlandię. Eryk zdążył uciec zabierając swój majątek. Nie mając się gdzie podziać, wrócił do rodzinnego Darłowa. W Księstwie Pomorskim odziedziczył tytuły księcia Słupskiego i Stargardzkiego. Znów miał poddanych i znów mógł rządzić. Jego rządy w Księstwie Pomorskim były całkowicie odmienne od skandynawskich. Do końca życia cieszył się sławą sprawiedliwego władcy prowadząc bardzo pokojową politykę zagraniczną i łagodząc spory wewnątrz księstw. Zmarł w 1459 roku mając wtedy 77 lat. Jego sarkofag do dziś znajduje się w Darłowie. Do dziś trwają też poszukiwania skarbu, który podobno po sobie zostawił.
Co za historia. Na jej podstawie można by było film nakręcić. Kto by się spodziewał, że taka opowieść wiąże się z małym Darłowem. Jeżdżę po mieście szukając budowli pamiętających czasy Eryka Pomorskiego. Najważniejszym jest oczywiście zamek, w którym mieszkał i który rozbudował przyjmując za wzór duński zamek Kronborg, wcześniejszą siedzibę Eryka, też przez niego zbudowany. Na zamku znajduje się dziś bardzo ciekawe muzeum. Jest też możliwość wejścia na wieżę. Miałem na to chrapkę, ale pojawiłem się w Darłowie za późno. Zamek zamknięty. Zapraszamy jutro. Pozostało mi tylko obejrzeć go z zewnątrz.


Drugim, równie ważnym zabytkiem jest potężny kościół Mariacki. Jego początki sięgają połowy XIV wieku. Po śmierci Eryka Pomorskiego pochowano go właśnie w tym kościele i spoczywa tam do dziś. Jego sarkofag nie jest jednak oryginalny. Pierwotny był cynowy, ale w 1724 roku podczas pożaru kościoła został poważnie uszkodzony. Ufundowano wtedy inny, wykonany z piaskowca. Również miejsce pochówku jest dziś inne. Początkowo Eryk Pomorski spoczął w niszy grobowej za ołtarzem, ale w 1975 roku przeniesiono go do krypty znajdującej się w wieży. Obok Eryka znajdują się tam jeszcze sarkofagi księżnej Elżbiety (żony Bogusława XIV) oraz księżnej Jadwigi (żony Urlyka, ostatniego księcia Darłowskiego)


Z pozostałych zabytków Darłowa warto zwrócić uwagę na kościół św. Gertrudy. Zbudowany został poza miastem, na wzgórzu, jako okazała kaplica cmentarna. Początki jej budowy nie są znane, ale jedna z wersji mówi, że ufundował ją Eryk Pomorski po powrocie z pielgrzymki do Ziemi Świętej. Kościół ma kształt dwunastoboku wzmocnionego podporami i nakrytego bardzo stromym dachem, tworzącym strzelistą iglicę. Jest typowym przykładem skandynawskiego gotyku, rzadko spotykanego po tej stronie Bałtyku.

Słupsk
Słupsk to duże i bardzo ważne dla Księstwa Pomorskiego miasto. Początkowo należało do książąt wschodniopomorskich i to oni nadali mu prawa miejskie. Później miasto przejęła Polska, a po nich Brandenburgia. Gryfici zajęli miasto i okoliczne ziemie dopiero w 1316 roku, ale już w 1329 roku zastawili je u Krzyżaków. Umowa przewidywała 12 lat na spłatę zaciągniętego długu, a gdyby nie udało się go spłacić, miasto przeszłoby na własność zakonników. I rzeczywiście, panujący wtedy książę Bogusław V nie był w stanie zebrać wymaganej kwoty. Na wieść o rychłym przejęciu miasta skrzyknęli się słupscy mieszczanie oraz rycerstwo i sami zebrali brakującą kwotę. Miasto pozostało w granicach Księstwa Pomorskiego i z czasem rozrosło się tak, że na ok. 100 lat stało się stolicą jednej z jego dzielnic.
W Słupsku zachowało się sporo pomorskich zabytków. Najważniejszym jest Zamek Książąt Pomorskich wniesiony w 1507 roku. Dzisiejszy wygląd zawdzięcza powojennej odbudowie, podczas której przywrócono mu renesansową bryłę z końcówki XVI wieku.


Innym śladem świetności Słupska są pozostałości murów obronnych. Nie są kompletne, ale zachowały się spore fragmenty. Są nawet dwie potężne bramy miejskie i jedna baszta, zwana dziś Basztą Czarownic. Tak się akurat złożyło, że w tej jednej, ocalałej baszcie mieściło się kiedyś więzienie dla kobiet oskarżonych o konszachty z diabłem i uprawianie magii. Ostatnia ze słupskich czarownic, Trina Papisten spalona na stosie w 1701 roku została niedawno zrehabilitowana i jedno z nowo powstałych rond nazwano jej imieniem.



Do kompletu średniowiecznych zabytków Słupska dochodzą jeszcze kościoły. Ten na zdjęciu poniżej, stojący w pobliżu zamku powstał na początku XV wieku jako przyklasztorny kościół dominikanów. Po kilku pożarach i odbudowach stał się kościołem zamkowym:

Ten poniżej to najstarszy i najcenniejszy kościół w Słupsku. Jego początki sięgają 1280 roku, ale wyglądał wtedy inaczej. Niszczony w pożarach i odbudowywany kilkakrotnie zmieniał swoją bryłę. To, co możemy dziś oglądać to efekt przebudowy z 1853 roku:

A to najbardziej osobliwy "kościół" w Słupsku. Zbudowany w XIV wieku swoją funkcję pełnił do końca XVIII wieku. Potem został przekazany miastu, które dokonało przebudowy i adaptacji budowli na szkołę. Dzisiaj mieści się tam biblioteka. Ciekawie wyglądają te normalne, mieszkalne okna w ścianach i poddaszu budynku, który nadal ma bryłę kościoła:

Opuszczam Słupsk i jadę nad morze. Na poligonie w Wicku odbywają się jakieś manewry. Słychać strzały, eksplozje, a w pewnym momencie w górę wzbija się rakieta ciągnąc za sobą wstęgę dymu. Fajnie się tam bawią :) Poligon omijam szerokim łukiem i nad morze trafiam przy jeziorze Kopań. Stamtąd mam już rzut beretem do Darłowa.
Darłowo
Darłowo od zawsze kojarzyło mi się z nadmorskim kurortem, leżeniem plackiem na plaży, tłumem wczasowiczów i straganami z tandetą. To wszystko tam jest, ale nie tyle w Darłowie, co w Darłówku leżącym przy samym ujściu Wieprzy do morza. To właściwe Darłowo znajduje się kilka kilometrów w głąb lądu i wyjątkowo mocno zapisało się w pomorskich kronikach. A wszystko przez jednego z książąt.
W 1382 roku w Darłowie urodził się książę Bogusław. Tak się złożyło, że jego babką od strony matki była duńska księżniczka, a z kolei jej siostrą królowa Małgorzata sprawująca władzę nad połączonymi królestwami Danii, Szwecji i Norwegii. Królowa Małgorzata miała syna, ale zmarł przedwcześnie i nie było szans na ciągłość dynastii. By jakoś wybrnąć z tej sytuacji, usynowiła swojego siostrzeńca Bogusława z odległego Darłowa. Ponieważ dla Skandynawów imię Bogusław brzmiało obco, zmienił je na Eryk i pod tym imieniem zapamiętała go historia. Eryk zamieszkał w Danii i szybko został koronowany na króla wszystkich trzech państw. Początkowo jego władza była iluzoryczna, ale po śmierci królowej Małgorzaty w 1412 roku zaczął rządzić naprawdę. A nie rządził wcale dobrze. Był władcą brutalnym i despotycznym. Szybko wdał się w wojnę o Szlezwik, która trwała 11 lat, pochłonęła ogromne straty finansowe i militarne, a i tak zakończyła się klęską Eryka. Potem wdał się konflikt z Zakonem Krzyżackim i z Hanzą. By to wszystko sfinansować nakładał podatki i cła. Nie za bardzo też radził sobie z równym traktowaniem trzech państw, którymi rządził. Rozwijał Danię, a Szwecję i Norwegię traktował po macoszemu i obsadzał urzędnikami duńskimi. To nie mogło się spodobać mieszkańcom. Wybuchł bunt. I to we wszystkich trzech państwach. W 1442 roku Eryk nie władał już żadnym z nich. Ale to nie koniec jego historii. Zdetronizowany król osiadł na Gotlandii, skąd dokonywał łupieżczych wypraw napadając na statki Hanzy. Nie darował też statkom swoich byłych poddanych. Dorobił się wtedy przydomku "Ostatniego Wikinga Bałtyku". Podobno z grabieży zgromadził olbrzymie bogactwa. Jego pirackie eskapady nie spodobały się Szwecji, która w końcu najechała i zajęła Gotlandię. Eryk zdążył uciec zabierając swój majątek. Nie mając się gdzie podziać, wrócił do rodzinnego Darłowa. W Księstwie Pomorskim odziedziczył tytuły księcia Słupskiego i Stargardzkiego. Znów miał poddanych i znów mógł rządzić. Jego rządy w Księstwie Pomorskim były całkowicie odmienne od skandynawskich. Do końca życia cieszył się sławą sprawiedliwego władcy prowadząc bardzo pokojową politykę zagraniczną i łagodząc spory wewnątrz księstw. Zmarł w 1459 roku mając wtedy 77 lat. Jego sarkofag do dziś znajduje się w Darłowie. Do dziś trwają też poszukiwania skarbu, który podobno po sobie zostawił.
Co za historia. Na jej podstawie można by było film nakręcić. Kto by się spodziewał, że taka opowieść wiąże się z małym Darłowem. Jeżdżę po mieście szukając budowli pamiętających czasy Eryka Pomorskiego. Najważniejszym jest oczywiście zamek, w którym mieszkał i który rozbudował przyjmując za wzór duński zamek Kronborg, wcześniejszą siedzibę Eryka, też przez niego zbudowany. Na zamku znajduje się dziś bardzo ciekawe muzeum. Jest też możliwość wejścia na wieżę. Miałem na to chrapkę, ale pojawiłem się w Darłowie za późno. Zamek zamknięty. Zapraszamy jutro. Pozostało mi tylko obejrzeć go z zewnątrz.


Drugim, równie ważnym zabytkiem jest potężny kościół Mariacki. Jego początki sięgają połowy XIV wieku. Po śmierci Eryka Pomorskiego pochowano go właśnie w tym kościele i spoczywa tam do dziś. Jego sarkofag nie jest jednak oryginalny. Pierwotny był cynowy, ale w 1724 roku podczas pożaru kościoła został poważnie uszkodzony. Ufundowano wtedy inny, wykonany z piaskowca. Również miejsce pochówku jest dziś inne. Początkowo Eryk Pomorski spoczął w niszy grobowej za ołtarzem, ale w 1975 roku przeniesiono go do krypty znajdującej się w wieży. Obok Eryka znajdują się tam jeszcze sarkofagi księżnej Elżbiety (żony Bogusława XIV) oraz księżnej Jadwigi (żony Urlyka, ostatniego księcia Darłowskiego)


Z pozostałych zabytków Darłowa warto zwrócić uwagę na kościół św. Gertrudy. Zbudowany został poza miastem, na wzgórzu, jako okazała kaplica cmentarna. Początki jej budowy nie są znane, ale jedna z wersji mówi, że ufundował ją Eryk Pomorski po powrocie z pielgrzymki do Ziemi Świętej. Kościół ma kształt dwunastoboku wzmocnionego podporami i nakrytego bardzo stromym dachem, tworzącym strzelistą iglicę. Jest typowym przykładem skandynawskiego gotyku, rzadko spotykanego po tej stronie Bałtyku.
Dystans82.18 km Czas04:59 Vśrednia16.49 km/h
SprzętMerida TFS 900
Ślady Księstwa Pomorskiego: Bytów
Bytów
Docieram na same krańce Księstwa Pomorskiego. Tutejsze ziemie często przechodziły z rąk do rąk i pomorskie wpływy są już mało widoczne. Przykładem jest Bytów, w którym stoi potężny, krzyżacki zamek. Ale Bytów tak naprawdę był pomorski, nie krzyżacki. A nawet można powiedzieć, że polski. Początkowo rządzili tu książęta wschodniopomorscy, ale w 1294 roku przejęli go Polacy. Pomorzanie ponownie przejęli te ziemie w 1316 roku.
W 1321 roku rycerz Henning z rodu Behr otrzymał Bytów od księcia Warcisława IV w nagrodę za swoje zasługi. Wybudował on zamek, ale ten nie przetrwał do dzisiaj. Zaledwie kilka lat później synowie Henninga sprzedali miasto Krzyżakom, a ci w 1390 roku rozpoczęli budowę własnego, znacznie potężniejszego zamku. Charakterystyczna, czworokątna budowla z wieżami na każdym narożniku góruje dziś nad miastem i jest jego symbolem. Znajduje się w nim hotel, restauracja i muzeum ziemi kaszubskiej.
Po klęsce Krzyżaków pod Grunwaldem miasto znów zmieniło właścicieli. Na krótko przejął je książę Bogusław VIII, potem wrócili tu Polacy i w 1455 roku znów Pomorzanie. Ci wykręcili ten sam numer co poprzednio i oddali je Krzyżakom, ale tym razem tylko na sześć lat. W końcu, po upadku Księstwa Pomorskiego Bytów ponownie przejęli Polacy, by 20 lat później oddać miasto Brandenburgii.
Totalny historyczny chaos. Czytam historię Bytowa i sam nie jestem w stanie jej zapamiętać. Tak naprawdę nie wiem czyje jest to miasto. Każdy maczał tu swoje palce, ale ponieważ przez pewien czas było też pomorskie, znalazło się na trasie mojej wycieczki.



Przed zamkiem w trawie leży kamień z wyrytym na nim pomorskim gryfem. Próbowałem znaleźć jakąś informację czy to współczesne dzieło sztuki czy jakieś starsze. Informacji brak. Wszędzie tylko Krzyżacy i Krzyżacy. A przecież w tym zamku urzędowali też książęta pomorscy!

W mieście znajduje się jeszcze jeden zabytek z czasów Pomorza. Jest nim wieża kościoła św. Katarzyny pochodząca z XIV wieku. Kościół został zburzony podczas ostatniej wojny. Przetrwała tylko wieża. Na placu po dawnej świątyni niskimi murkami zaznaczono rozkład dawnych murów, a w wieży urządzono małe muzeum.:
Docieram na same krańce Księstwa Pomorskiego. Tutejsze ziemie często przechodziły z rąk do rąk i pomorskie wpływy są już mało widoczne. Przykładem jest Bytów, w którym stoi potężny, krzyżacki zamek. Ale Bytów tak naprawdę był pomorski, nie krzyżacki. A nawet można powiedzieć, że polski. Początkowo rządzili tu książęta wschodniopomorscy, ale w 1294 roku przejęli go Polacy. Pomorzanie ponownie przejęli te ziemie w 1316 roku.
W 1321 roku rycerz Henning z rodu Behr otrzymał Bytów od księcia Warcisława IV w nagrodę za swoje zasługi. Wybudował on zamek, ale ten nie przetrwał do dzisiaj. Zaledwie kilka lat później synowie Henninga sprzedali miasto Krzyżakom, a ci w 1390 roku rozpoczęli budowę własnego, znacznie potężniejszego zamku. Charakterystyczna, czworokątna budowla z wieżami na każdym narożniku góruje dziś nad miastem i jest jego symbolem. Znajduje się w nim hotel, restauracja i muzeum ziemi kaszubskiej.
Po klęsce Krzyżaków pod Grunwaldem miasto znów zmieniło właścicieli. Na krótko przejął je książę Bogusław VIII, potem wrócili tu Polacy i w 1455 roku znów Pomorzanie. Ci wykręcili ten sam numer co poprzednio i oddali je Krzyżakom, ale tym razem tylko na sześć lat. W końcu, po upadku Księstwa Pomorskiego Bytów ponownie przejęli Polacy, by 20 lat później oddać miasto Brandenburgii.
Totalny historyczny chaos. Czytam historię Bytowa i sam nie jestem w stanie jej zapamiętać. Tak naprawdę nie wiem czyje jest to miasto. Każdy maczał tu swoje palce, ale ponieważ przez pewien czas było też pomorskie, znalazło się na trasie mojej wycieczki.



Przed zamkiem w trawie leży kamień z wyrytym na nim pomorskim gryfem. Próbowałem znaleźć jakąś informację czy to współczesne dzieło sztuki czy jakieś starsze. Informacji brak. Wszędzie tylko Krzyżacy i Krzyżacy. A przecież w tym zamku urzędowali też książęta pomorscy!

W mieście znajduje się jeszcze jeden zabytek z czasów Pomorza. Jest nim wieża kościoła św. Katarzyny pochodząca z XIV wieku. Kościół został zburzony podczas ostatniej wojny. Przetrwała tylko wieża. Na placu po dawnej świątyni niskimi murkami zaznaczono rozkład dawnych murów, a w wieży urządzono małe muzeum.:
Dystans47.83 km Czas03:02 Vśrednia15.77 km/h
SprzętMerida TFS 900
Miastko
Dzisiejszego dnia dla odmiany nie pada. Ba, świeci nawet słońce. Zerwał się za to silny, mroźny wiatr. Męczy mnie jeszcze bardziej niż deszcze w poprzednich dniach. Czuję jakby przeszywał całe moje ciało na wylot. Próbuję się ubierać, ale wtedy daje się we znaki słońce i pocę się makabrycznie. Tak źle i tak niedobrze.
Moja dzisiejsza trasa prowadzi przez Miastko, czyli dawny, poniemiecki Rummelsburg. Tworząc polską nazwę sięgnięto do czasów średniowiecza, gdy była to duża wieś, a właściwie prawie miasto, czyli takie miasteczko bez praw miejskich. Nie ma tu pomorskich zabytków, nie ma po co się zatrzymywać. Znalazło mi się na drodze, więc robię zakupy i jadę dalej.
Daleko już jednak nie zajeżdżam. Docieram w pobliże wsi Popowice, gdzie sołtys zorganizował piękny plac wypoczynkowy. Jest tu mały staw, miejsce na ognisko, na grilla, zadaszona wiata z ławkami i stołami. Jest też woda i prąd! I to wszystko ogólnie dostępne, całkowicie za darmo. Prądu potrzebuję już bardzo. Nie mam z sobą żadnej papierowej mapy, więc jak padnie telefon z nawigacją, to będę jak ślepiec. Postanawiam zostać tu do wieczora, a nawet do rana. Wiata chroni mnie od wiatru, jest cieplutko i przyjemnie. Niech to będzie dzień relaksu.

Nie odwiedziłem dzisiaj żadnych pomorskich zabytków. Wrzucę więc dla odmiany kilka zdjęć dróg, którymi jeżdżę. Bo moja trasa wcale nie prowadzi asfaltami. Owszem, zdarzają się i asfaltowe odcinki, ale jeśli tylko mam możliwość, wybieram gruntowe skróty.
Polna droga w okolicy Dobrej:

Szlak Zwiniętych Torów do Połczyna Zdroju:

Leśna droga za Szczecinkiem:

Przez pola za Miastkiem:

A tu drogi w ogóle nie ma. No cóż, nawigacja czasem też kłamie:

Czasami wpadałem w coś takiego. Zwykle nie robiłem wtedy zdjęć, bo komary żarły jak szalone. Dla tego jednego zdjęcia się poświęciłem:

Trasa starym torowiskiem do Bytowa:

Piaszczysta droga wzdłuż Słupi. Wytyczono nią szlaki rowerowe. Wydawało mi się, że trasy rowerowe powinny być prowadzone drogami o lepszej nawierzchni. W takie piaskownice to mogę wpaść na własną rękę, nie potrzebuję do tego inwencji kogoś innego.

Nadmorska płytówka. Po prawej Bałtyk, po lewej jezioro Kopań:

Leje tak, że świata nie widać. Leśna żużlówka przed Karlinem:

Podtopiona, polna droga. To zdarzało się bardzo często:

Moja dzisiejsza trasa prowadzi przez Miastko, czyli dawny, poniemiecki Rummelsburg. Tworząc polską nazwę sięgnięto do czasów średniowiecza, gdy była to duża wieś, a właściwie prawie miasto, czyli takie miasteczko bez praw miejskich. Nie ma tu pomorskich zabytków, nie ma po co się zatrzymywać. Znalazło mi się na drodze, więc robię zakupy i jadę dalej.
Daleko już jednak nie zajeżdżam. Docieram w pobliże wsi Popowice, gdzie sołtys zorganizował piękny plac wypoczynkowy. Jest tu mały staw, miejsce na ognisko, na grilla, zadaszona wiata z ławkami i stołami. Jest też woda i prąd! I to wszystko ogólnie dostępne, całkowicie za darmo. Prądu potrzebuję już bardzo. Nie mam z sobą żadnej papierowej mapy, więc jak padnie telefon z nawigacją, to będę jak ślepiec. Postanawiam zostać tu do wieczora, a nawet do rana. Wiata chroni mnie od wiatru, jest cieplutko i przyjemnie. Niech to będzie dzień relaksu.

Nie odwiedziłem dzisiaj żadnych pomorskich zabytków. Wrzucę więc dla odmiany kilka zdjęć dróg, którymi jeżdżę. Bo moja trasa wcale nie prowadzi asfaltami. Owszem, zdarzają się i asfaltowe odcinki, ale jeśli tylko mam możliwość, wybieram gruntowe skróty.
Polna droga w okolicy Dobrej:

Szlak Zwiniętych Torów do Połczyna Zdroju:

Leśna droga za Szczecinkiem:

Przez pola za Miastkiem:

A tu drogi w ogóle nie ma. No cóż, nawigacja czasem też kłamie:

Czasami wpadałem w coś takiego. Zwykle nie robiłem wtedy zdjęć, bo komary żarły jak szalone. Dla tego jednego zdjęcia się poświęciłem:

Trasa starym torowiskiem do Bytowa:

Piaszczysta droga wzdłuż Słupi. Wytyczono nią szlaki rowerowe. Wydawało mi się, że trasy rowerowe powinny być prowadzone drogami o lepszej nawierzchni. W takie piaskownice to mogę wpaść na własną rękę, nie potrzebuję do tego inwencji kogoś innego.

Nadmorska płytówka. Po prawej Bałtyk, po lewej jezioro Kopań:

Leje tak, że świata nie widać. Leśna żużlówka przed Karlinem:

Podtopiona, polna droga. To zdarzało się bardzo często:














