Dystans122.39 km Czas07:12 Vśrednia17.00 km/h VMAX39.19 km/h Podjazdy550 m
SprzętStevens Gavere
Na Koniec Świata - dzień 6

Tym razem spałem nad samą Wartą, w miejscu, w którym Ner wpływa do Warty. To był pierwszy poranek, który nie przywitał mnie chmurami lub deszczem, tylko słońcem. Nad wodą unosiła się cienka warstwa mgły, ale była tylko nad wodą, reszta nieba była czysta.. Obudziłem się jeszcze w nocy, wyjrzałem z namiotu i już wiedziałem, że muszę wstać o świcie. W nocy sprawdzałem o której wstaje słońce i nastawiałem budzik. To była dobra decyzja, bo słońce zafundowało mi wyjątkowy spektakl.

Miejsce, w którym spałem to polana wypoczynkowa z ławami i stołami oraz łatwym dojściem do wody. Po porannym bieganiu wzdłuż rzeki z aparatem znów położyłem się spać i wstałem, gdy słońce było już wysoko, a po mgłach nie było śladu. Łatwo można było ten widok przegapić.

Na drugi brzeg Warty przeprawiłem się promem w Kozubowie. Coraz mniej mamy takich promów, trzeba korzystać póki jeszcze są.

Piękny, zielony rynek w Uniejowie. W tle widać bazylikę z XIV wieku i wieżę z początków XX wieku.

Zamek w Uniejowie. To też XIV wiek i najbardziej okazała budowla dzisiejszego dnia...

...albo i nie. Ta dawna karczma też stoi w Uniejowie i chyba robi większe wrażenie. Tym bardziej, że wisi na niej kartka, że "karczma została przeniesiona bla bla bla". Przeniesiona! A więc jeszcze nie tak dawno ten budyneczek rzeczywiście był działającą karczmą! Na zdjęcie załapał się tez wiatrak koźlak, a to tylko jeden z dwóch stojących tam koźlaków. Uniejów to chyba największe odkrycie tego wyjazdu.

A potem to już tylko pokręcone drogi między wioskami. Trochę szutru, trochę asfaltu, trochę piasku.

Jeździłem tak między wioskami szukając starych dworów, ale żaden nie był wart tego, by go tu pokazać.

Przydrożny krzyż gdzieś wśród pól z dala od wszystkiego.

I tak sobie jechałem przed siebie coraz dalej i dalej...

...by na koniec dnia dotrzeć na KONIEC ŚWIATA!

Tym razem spałem nad samą Wartą, w miejscu, w którym Ner wpływa do Warty. To był pierwszy poranek, który nie przywitał mnie chmurami lub deszczem, tylko słońcem. Nad wodą unosiła się cienka warstwa mgły, ale była tylko nad wodą, reszta nieba była czysta.. Obudziłem się jeszcze w nocy, wyjrzałem z namiotu i już wiedziałem, że muszę wstać o świcie. W nocy sprawdzałem o której wstaje słońce i nastawiałem budzik. To była dobra decyzja, bo słońce zafundowało mi wyjątkowy spektakl.

Miejsce, w którym spałem to polana wypoczynkowa z ławami i stołami oraz łatwym dojściem do wody. Po porannym bieganiu wzdłuż rzeki z aparatem znów położyłem się spać i wstałem, gdy słońce było już wysoko, a po mgłach nie było śladu. Łatwo można było ten widok przegapić.

Na drugi brzeg Warty przeprawiłem się promem w Kozubowie. Coraz mniej mamy takich promów, trzeba korzystać póki jeszcze są.

Piękny, zielony rynek w Uniejowie. W tle widać bazylikę z XIV wieku i wieżę z początków XX wieku.

Zamek w Uniejowie. To też XIV wiek i najbardziej okazała budowla dzisiejszego dnia...

...albo i nie. Ta dawna karczma też stoi w Uniejowie i chyba robi większe wrażenie. Tym bardziej, że wisi na niej kartka, że "karczma została przeniesiona bla bla bla". Przeniesiona! A więc jeszcze nie tak dawno ten budyneczek rzeczywiście był działającą karczmą! Na zdjęcie załapał się tez wiatrak koźlak, a to tylko jeden z dwóch stojących tam koźlaków. Uniejów to chyba największe odkrycie tego wyjazdu.

A potem to już tylko pokręcone drogi między wioskami. Trochę szutru, trochę asfaltu, trochę piasku.

Jeździłem tak między wioskami szukając starych dworów, ale żaden nie był wart tego, by go tu pokazać.

Przydrożny krzyż gdzieś wśród pól z dala od wszystkiego.

I tak sobie jechałem przed siebie coraz dalej i dalej...

...by na koniec dnia dotrzeć na KONIEC ŚWIATA!
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!














Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.