Dystans115.44 km Czas06:28 Vśrednia17.85 km/h VMAX44.26 km/h Podjazdy650 m
SprzętStevens Gavere
Na Koniec Świata - dzień 3

W nocy miało padać, więc znalezienie zadaszanego miejsca na nocleg wydawało się dobrym pomysłem. Nie przewidziałem jednak, że oprócz konkretnego deszczu będzie też konkretny wiatr, a moje zadaszenie to wyeksponowany punkt widokowy, na którym wiało pewnie mocniej niż gdziekolwiek indziej. Deszcz padał poziomo smagając falami wody nienaciągnięty namiot. Pod naporem wiatru namiot giął się niebezpiecznie i szybko przemókł. W środku miałem gorzej, niż w namiocie rozbitym na otwartej przestrzeni. Nauczka na przyszłość.

Deszcz ustępował bardzo powoli. Nie chciało mi się moknąć, skoro w prognozach były przejaśnienia. W dalszą drogę ruszyłem dopiero koło 13:00. Na zdjęciu droga wzdłuż Noteci.

Lasy mokre, ale z biegiem dnia chmur było coraz mniej, a za to coraz więcej słońca.


Rynek w Margoninie.

Z Margonina do Gołańczy jest kawałek drogi rowerowej poprowadzonej śladem dawnej linii kolejowej. Od razu widać, że to nie jest zachodniopomorskie. Nasze drogi nie mają takich ohydnych barierek. U nas rowerzysta może na takiej drodze czuć się swobodnie, a tam? Zamknięty jak bydło na wybiegu. Do tego każde skrzyżowanie, nawet z polną drogą to labirynt barierek, które trzeba pokonać. W tej Wielkopolsce to jeszcze muszą się wiele nauczyć.

Zamek w Gołańczy. Dziś po remoncie wygląda ładnie, ale to tylko namiastka pięciokondygnacyjnej wieży mieszkalnej z XIV wieku. Jej zniszczenie zawdzięczamy oczywiście Szwedom, a obecny wygląd późniejszym przebudowom na szlachecką rezydencję.

Najbardziej charakterystycznym miejscem na trasie miał być ten zamek w Gołanczy, ale to coś pojawiło się niespodziewanie i zrobiło na mnie większe wrażenie. Nie mam pojęcia co to jest za budynek. Znajduje się w miejscowości Wapno, w której była kiedyś kopalnia soli. Budynek to ruina z osypującymi się, czarnymi tynkami. Nad wejściem jest wielki balkon, który podtrzymują dwaj azteccy wojownicy. To chyba jakiś szalony pomysł z czasów komuny, ale tak naprawdę nie mam pojęcia kiedy i dlaczego takie coś tu powstało.

Koniec dnia zastał mnie w Żninie. Miałem w planie jechać jeszcze dalej, ale późny wyjazd zmusił mnie do szukania noclegu znacznie szybciej.

W nocy miało padać, więc znalezienie zadaszanego miejsca na nocleg wydawało się dobrym pomysłem. Nie przewidziałem jednak, że oprócz konkretnego deszczu będzie też konkretny wiatr, a moje zadaszenie to wyeksponowany punkt widokowy, na którym wiało pewnie mocniej niż gdziekolwiek indziej. Deszcz padał poziomo smagając falami wody nienaciągnięty namiot. Pod naporem wiatru namiot giął się niebezpiecznie i szybko przemókł. W środku miałem gorzej, niż w namiocie rozbitym na otwartej przestrzeni. Nauczka na przyszłość.

Deszcz ustępował bardzo powoli. Nie chciało mi się moknąć, skoro w prognozach były przejaśnienia. W dalszą drogę ruszyłem dopiero koło 13:00. Na zdjęciu droga wzdłuż Noteci.

Lasy mokre, ale z biegiem dnia chmur było coraz mniej, a za to coraz więcej słońca.


Rynek w Margoninie.

Z Margonina do Gołańczy jest kawałek drogi rowerowej poprowadzonej śladem dawnej linii kolejowej. Od razu widać, że to nie jest zachodniopomorskie. Nasze drogi nie mają takich ohydnych barierek. U nas rowerzysta może na takiej drodze czuć się swobodnie, a tam? Zamknięty jak bydło na wybiegu. Do tego każde skrzyżowanie, nawet z polną drogą to labirynt barierek, które trzeba pokonać. W tej Wielkopolsce to jeszcze muszą się wiele nauczyć.

Zamek w Gołańczy. Dziś po remoncie wygląda ładnie, ale to tylko namiastka pięciokondygnacyjnej wieży mieszkalnej z XIV wieku. Jej zniszczenie zawdzięczamy oczywiście Szwedom, a obecny wygląd późniejszym przebudowom na szlachecką rezydencję.

Najbardziej charakterystycznym miejscem na trasie miał być ten zamek w Gołanczy, ale to coś pojawiło się niespodziewanie i zrobiło na mnie większe wrażenie. Nie mam pojęcia co to jest za budynek. Znajduje się w miejscowości Wapno, w której była kiedyś kopalnia soli. Budynek to ruina z osypującymi się, czarnymi tynkami. Nad wejściem jest wielki balkon, który podtrzymują dwaj azteccy wojownicy. To chyba jakiś szalony pomysł z czasów komuny, ale tak naprawdę nie mam pojęcia kiedy i dlaczego takie coś tu powstało.

Koniec dnia zastał mnie w Żninie. Miałem w planie jechać jeszcze dalej, ale późny wyjazd zmusił mnie do szukania noclegu znacznie szybciej.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!














Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.