Dystans88.93 km Czas04:59 Vśrednia17.85 km/h Podjazdy880 m
SprzętStevens Gavere
Wełtyń

Ależ piękny dzień się trafił. Już pogodziłem się z jesienią, aż tu nagle przyszło prawdziwe babie lato. Na zdjęciu droga do Nadrensee.

Polna płytówka do Geesow.

Ciąg dalszy polnej płytówki do Mescherin.

Piaszczyste lasy między Gryfinem a Wełtyniem.

W lasach wysypało grzybami. Te jadalne wszystkie wyzbierane, ale takie kolorowe cudeńka rosną tuż przy drodze.

Powrót przez Puszczę Bukową. Już wkrótce taki przejazd może być nielegalny. Jacyś aktywiści strasznie lobbują, by zamknąć puszczę za przepisami rezerwatu przyrody. Akurat tą drogą ze zdjęcia nie prowadzi żaden szlak turystyczny, więc można założyć, że nie będzie można nią ani chodzić, ani jeździć rowerem.

A słoneczko nie odpuszcza.

Jezioro Czarne. Dawno tu nie byłem i nie poznałem tego miejsca! Wody ubyło, piękny świerkowy zagajnik zniknął, a zamiast niego rosną jakieś chaszcze, przez które ciężko się przebić. A było tak pięknie.

Kołowo jak zawsze urocze.

Źródełko "Lwia Paszcza". W latach '90 ubiegłego wieku starą, niemiecką rzeźbę głowy lwa skradziono i woda leciała po prostu z rurki w ścianie. Na szczęście 20 lat później głowę odtworzono i znów źródełko wygląda tak, jak dawniej.

Taka trasa mi wyszła.

Ależ piękny dzień się trafił. Już pogodziłem się z jesienią, aż tu nagle przyszło prawdziwe babie lato. Na zdjęciu droga do Nadrensee.

Polna płytówka do Geesow.

Ciąg dalszy polnej płytówki do Mescherin.

Piaszczyste lasy między Gryfinem a Wełtyniem.

W lasach wysypało grzybami. Te jadalne wszystkie wyzbierane, ale takie kolorowe cudeńka rosną tuż przy drodze.

Powrót przez Puszczę Bukową. Już wkrótce taki przejazd może być nielegalny. Jacyś aktywiści strasznie lobbują, by zamknąć puszczę za przepisami rezerwatu przyrody. Akurat tą drogą ze zdjęcia nie prowadzi żaden szlak turystyczny, więc można założyć, że nie będzie można nią ani chodzić, ani jeździć rowerem.

A słoneczko nie odpuszcza.

Jezioro Czarne. Dawno tu nie byłem i nie poznałem tego miejsca! Wody ubyło, piękny świerkowy zagajnik zniknął, a zamiast niego rosną jakieś chaszcze, przez które ciężko się przebić. A było tak pięknie.

Kołowo jak zawsze urocze.

Źródełko "Lwia Paszcza". W latach '90 ubiegłego wieku starą, niemiecką rzeźbę głowy lwa skradziono i woda leciała po prostu z rurki w ścianie. Na szczęście 20 lat później głowę odtworzono i znów źródełko wygląda tak, jak dawniej.

Taka trasa mi wyszła.
Dystans38.08 km Czas01:50 Vśrednia20.77 km/h Podjazdy100 m
SprzętStevens Gavere
Dystans81.97 km Czas04:20 Vśrednia18.92 km/h Podjazdy510 m
SprzętStevens Gavere
Penkun

Początek dnia pochmurny, a nawet trochę deszczowy, ale potem było już tylko lepiej.

Polna droga w okolicach Löcknitzer See. Kto powiedział, że do Penkun trzeba jechać najkrótszą drogą?

Żurawie nas opuszczają.

To już Penkun i jezioro Lankesee.

Piesza ścieżka wzdłuż północnej części jeziora Bürgersee.

Widok na Penkun z drugiej strony południowej części jeziora Bürgersee.

Wiało dziś okrutnie. Po drodze minąłem ze 100 wiatraków. Żaden się nie kręcił. Nagle wszystkie się zepsuły? Prawda jest inna: gdyby pracowały, produkowałyby prąd, duuużo prądu. Dużo prądu w sieci, to tani prąd. Produkowałyby więc tani prąd, a one nie stoją po to, by produkować tani prąd. One stoją po to, by zarabiać. Będą się kręcić, gdy powieje delikatny zefirek, a prąd będzie drogi. Warto o tym pamiętać, gdy w telewizorze znów jakaś mądra głowa powie, że powinniśmy budować więcej wiatraków, żeby obniżyć ceny prądu.

Początek dnia pochmurny, a nawet trochę deszczowy, ale potem było już tylko lepiej.

Polna droga w okolicach Löcknitzer See. Kto powiedział, że do Penkun trzeba jechać najkrótszą drogą?

Żurawie nas opuszczają.

To już Penkun i jezioro Lankesee.

Piesza ścieżka wzdłuż północnej części jeziora Bürgersee.

Widok na Penkun z drugiej strony południowej części jeziora Bürgersee.

Wiało dziś okrutnie. Po drodze minąłem ze 100 wiatraków. Żaden się nie kręcił. Nagle wszystkie się zepsuły? Prawda jest inna: gdyby pracowały, produkowałyby prąd, duuużo prądu. Dużo prądu w sieci, to tani prąd. Produkowałyby więc tani prąd, a one nie stoją po to, by produkować tani prąd. One stoją po to, by zarabiać. Będą się kręcić, gdy powieje delikatny zefirek, a prąd będzie drogi. Warto o tym pamiętać, gdy w telewizorze znów jakaś mądra głowa powie, że powinniśmy budować więcej wiatraków, żeby obniżyć ceny prądu.
Dystans40.89 km Czas02:03 Vśrednia19.95 km/h Podjazdy100 m
SprzętStevens Gavere
Dystans77.57 km Czas05:11 Vśrednia14.97 km/h VMAX44.26 km/h Podjazdy440 m
SprzętStevens Gavere
Rogowo - Kołobrzeg - Białogard

Bałtyk w Dźwirzynie.

Port rybacki w Kołobrzegu.

Każde miasto musi mieć swoją figurkę. Modę zapoczątkował Wrocław z krasnalami, a potem to już poszło lawinowo. Kołobrzeg ma mewę Mariana. Tutaj Marian w wersji rowerowej.

Port w Kołobrzegu, czyli... lunapark.

Dziś dla odmiany zamiast gruntówek, więcej asfaltu.

Dziś też niebo całe zasłonięte chmurami, ale przynajmniej nie pada.

Po opuszczeniu Kołobrzegu ludzi jakby wymiotło. Rowerzystów nie widziałem żadnych, chociaż sporo trasy wypadło drogami rowerowymi. Cóż, jesień za pasem.

Bałtyk w Dźwirzynie.

Port rybacki w Kołobrzegu.

Każde miasto musi mieć swoją figurkę. Modę zapoczątkował Wrocław z krasnalami, a potem to już poszło lawinowo. Kołobrzeg ma mewę Mariana. Tutaj Marian w wersji rowerowej.

Port w Kołobrzegu, czyli... lunapark.

Dziś dla odmiany zamiast gruntówek, więcej asfaltu.

Dziś też niebo całe zasłonięte chmurami, ale przynajmniej nie pada.

Po opuszczeniu Kołobrzegu ludzi jakby wymiotło. Rowerzystów nie widziałem żadnych, chociaż sporo trasy wypadło drogami rowerowymi. Cóż, jesień za pasem.
Dystans91.07 km Czas06:04 Vśrednia15.01 km/h VMAX36.27 km/h Podjazdy530 m
SprzętStevens Gavere
Wolin - Trzebiatów - Rogowo

I znów w drodze. Chociaż na krótko, chociaż na trochę, byle jechać przed siebie.

Pogoda już nie ta. Prawie cały dzień siąpi deszcz.

Ale coś tam udaje się zobaczyć i uwiecznić na zdjęciu. To pałac w Rybokartach.

Większość dnia to leśne i polne gruntówki.

Rynek w Trzebiatowie.

Camping w Rogowie.

I znów w drodze. Chociaż na krótko, chociaż na trochę, byle jechać przed siebie.

Pogoda już nie ta. Prawie cały dzień siąpi deszcz.

Ale coś tam udaje się zobaczyć i uwiecznić na zdjęciu. To pałac w Rybokartach.

Większość dnia to leśne i polne gruntówki.

Rynek w Trzebiatowie.

Camping w Rogowie.
Dystans69.85 km Czas03:56 Vśrednia17.76 km/h VMAX34.90 km/h Podjazdy100 m
SprzętStevens Gavere
Dziwnów

Zwodzony most nad Dziwną w Dziwnowie.

Zwodzony most nad Dziwną w Dziwnowie.
Dystans29.62 km Czas02:26 Vśrednia12.17 km/h VMAX25.74 km/h Podjazdy130 m
SprzętStevens Gavere
Na Koniec Świata - dzień 8

To już ostatni nocleg i ostatni dzień na tym wyjeździe. Spałem w pobliżu Kaczego Stawu w dawnym parku pałacowym w Szczodrem. Nad samą wodą nie było płaskiego miejsca, więc namiot postawiłem obok krzyża upamiętniającego króla Saksonii - Alberta I Wettyna.

Dzisiejszy dzień to krótki przeskok do Wrocławia, na pociąg powrotny. Do miasta wjeżdżam od północy, przez Psie Pole. Na wydłużonym rynku spotykam rzeźby psów :) Ładne nawiązanie do nazwy tego dawnego miasteczka.

A Wrocław to moloch. Teoretycznie nie lubię molochów, ale jak się już trafi na wrocławską starówkę, a w szczególności na rynek, to można zapomnieć o tym, czego nie lubię " z zasady". Ładnie tu jest.

Wrocławski ratusz, najbardziej charakterystyczna budowla na rynku.

Pomnik Anonimowego Przechodnia. Bardzo osobliwy pomnik składający się z dwóch części. Po jednej stronie ulicy grupa ludzi zapada się pod ziemię, a po drugiej stronie inna grupa wyłania się spod ziemi i idzie dalej. Pomnik powstał w 2005 roku.

To jeden z najbardziej osobliwych pomników, jakie widziałem. Za pomysł daję 10/10, za wykonanie 10/10, ale za lokalizację tylko 2/10. Nie było ciekawszych skrzyżowań we Wrocławiu na takie dzieło? To jest ciasne skrzyżowanie z dużym ruchem pieszym, samochodowym i tramwajowym. Ten pomnik tam po prostu przeszkadza. Przeszkadza w chodzeniu, a jak ktos chce pomnik podziwiać, to ten cały ruch przeszkadza w podziwianiu.
I to tyle. Pozostało tylko wrócić i planować następny wyjazd :)

To już ostatni nocleg i ostatni dzień na tym wyjeździe. Spałem w pobliżu Kaczego Stawu w dawnym parku pałacowym w Szczodrem. Nad samą wodą nie było płaskiego miejsca, więc namiot postawiłem obok krzyża upamiętniającego króla Saksonii - Alberta I Wettyna.

Dzisiejszy dzień to krótki przeskok do Wrocławia, na pociąg powrotny. Do miasta wjeżdżam od północy, przez Psie Pole. Na wydłużonym rynku spotykam rzeźby psów :) Ładne nawiązanie do nazwy tego dawnego miasteczka.

A Wrocław to moloch. Teoretycznie nie lubię molochów, ale jak się już trafi na wrocławską starówkę, a w szczególności na rynek, to można zapomnieć o tym, czego nie lubię " z zasady". Ładnie tu jest.

Wrocławski ratusz, najbardziej charakterystyczna budowla na rynku.

Pomnik Anonimowego Przechodnia. Bardzo osobliwy pomnik składający się z dwóch części. Po jednej stronie ulicy grupa ludzi zapada się pod ziemię, a po drugiej stronie inna grupa wyłania się spod ziemi i idzie dalej. Pomnik powstał w 2005 roku.

To jeden z najbardziej osobliwych pomników, jakie widziałem. Za pomysł daję 10/10, za wykonanie 10/10, ale za lokalizację tylko 2/10. Nie było ciekawszych skrzyżowań we Wrocławiu na takie dzieło? To jest ciasne skrzyżowanie z dużym ruchem pieszym, samochodowym i tramwajowym. Ten pomnik tam po prostu przeszkadza. Przeszkadza w chodzeniu, a jak ktos chce pomnik podziwiać, to ten cały ruch przeszkadza w podziwianiu.
I to tyle. Pozostało tylko wrócić i planować następny wyjazd :)
Dystans111.82 km Czas06:03 Vśrednia18.48 km/h VMAX41.14 km/h Podjazdy650 m
SprzętStevens Gavere
Na Koniec Świata - dzień 7

Koniec Świata to przysiółek przy wsi Głuszyna. Są tam tylko trzy domy ukryte w lesie i oddzielone od siebie lasem. Prowadzi do nich piaszczysta droga, która przy tym trzecim domu całkiem się kończy. To naprawdę koniec świata i jedyny (przynajmniej w Polsce) Koniec Świata, który oficjalnie tak się nazywa. Na Końcu Świata znajduje się też polana i tablica z nazwą. Przysiółki zwykle nie mają tablic, ale ten ma.

Miejsce jest bardzo popularne, często organizowane są tu zloty (sądząc po naklejkach - głównie motocyklistów), a gmina dostrzegła potencjał tego miejsca i o niego zadbała. Na polanie zastałem dużą wiatę z oświetleniem i gniazdkami elektrycznymi. Obok stoi mała, polowa kuchnia z bieżącą wodą i płynem do naczyń. Nieco z tyłu jest też toaleta w postaci kontenera z dwoma kabinami. W środku mamy światło i ciepłą (!) wodę. I to wszystko działające, czyste, całkowicie darmowe i przez nikogo nie pilnowane. No, z tym pilnowanie to tak nie do końca, bo wszędzie jest pełno kamer, a późnym wieczorem odwiedził mnie patrol policji. Mówili, ze rutynowo tu zaglądają. Dla mnie szok. Nie pamiętam kiedy ostatnio spotkałem tak przyjazne, a przy tym darmowe miejsce na nocleg.

Cel tej wycieczki został osiągnięty, ale trzeba jeszcze wrócić. Jadę więc dalej. Trochę zmienił mi się krajobraz. Pojawiły się jakieś górki. Górami tego nazwać nie można, ale okolica zrobiła się bardziej pofalowana.

Ładny, zadbany rynek w Grabowie nad Prosną.

Rynek w Kobylej Górze. Kobyla Góra ma problem. Chcą mieć rynek, dbają o niego, chcą, żeby było ładnie, ale główna, bardzo ruchliwa droga prowadzi przez sam środek rynku tnąc go na pół. Może kiedyś doczekają się obwodnicy.

A ja tradycyjnie - trochę asfaltu...

...trochę czegoś innego. Na tym zdjęciu jest akurat ścieżka rowerowa z twardym, walcowanym szutrem. Bardzo dobrze się po tym jechało.

A najciekawszym budynkiem na trasie był bez wątpienia pałac w Goszczu. Zachował się nie tylko pałac, ale całe założenie pałacowe z dziedzińcem i budynkami towarzyszącymi. Sam pałac jest ruiną, ale uporządkowaną. Można wejść do środka i spacerować po komnatach. W dwóch miejscach zbudowano też metalowe schody, by można było pałac zobaczyć z góry. Niesamowite miejsce.

Pałac jest ruiną, ale jego kawałek został wyremontowany. Na razie w tej wyremontowanej części nic nie ma i nie wiem co tam planują zrobić. Uzupełnieniem pałacu jest duży park pałacowy i kolejne ruiny, tym razem ewangelickiego kościoła.

I dalej w drogę, w stronę ostatniego już noclegu na tym wyjeździe.

Koniec Świata to przysiółek przy wsi Głuszyna. Są tam tylko trzy domy ukryte w lesie i oddzielone od siebie lasem. Prowadzi do nich piaszczysta droga, która przy tym trzecim domu całkiem się kończy. To naprawdę koniec świata i jedyny (przynajmniej w Polsce) Koniec Świata, który oficjalnie tak się nazywa. Na Końcu Świata znajduje się też polana i tablica z nazwą. Przysiółki zwykle nie mają tablic, ale ten ma.

Miejsce jest bardzo popularne, często organizowane są tu zloty (sądząc po naklejkach - głównie motocyklistów), a gmina dostrzegła potencjał tego miejsca i o niego zadbała. Na polanie zastałem dużą wiatę z oświetleniem i gniazdkami elektrycznymi. Obok stoi mała, polowa kuchnia z bieżącą wodą i płynem do naczyń. Nieco z tyłu jest też toaleta w postaci kontenera z dwoma kabinami. W środku mamy światło i ciepłą (!) wodę. I to wszystko działające, czyste, całkowicie darmowe i przez nikogo nie pilnowane. No, z tym pilnowanie to tak nie do końca, bo wszędzie jest pełno kamer, a późnym wieczorem odwiedził mnie patrol policji. Mówili, ze rutynowo tu zaglądają. Dla mnie szok. Nie pamiętam kiedy ostatnio spotkałem tak przyjazne, a przy tym darmowe miejsce na nocleg.

Cel tej wycieczki został osiągnięty, ale trzeba jeszcze wrócić. Jadę więc dalej. Trochę zmienił mi się krajobraz. Pojawiły się jakieś górki. Górami tego nazwać nie można, ale okolica zrobiła się bardziej pofalowana.

Ładny, zadbany rynek w Grabowie nad Prosną.

Rynek w Kobylej Górze. Kobyla Góra ma problem. Chcą mieć rynek, dbają o niego, chcą, żeby było ładnie, ale główna, bardzo ruchliwa droga prowadzi przez sam środek rynku tnąc go na pół. Może kiedyś doczekają się obwodnicy.

A ja tradycyjnie - trochę asfaltu...

...trochę czegoś innego. Na tym zdjęciu jest akurat ścieżka rowerowa z twardym, walcowanym szutrem. Bardzo dobrze się po tym jechało.

A najciekawszym budynkiem na trasie był bez wątpienia pałac w Goszczu. Zachował się nie tylko pałac, ale całe założenie pałacowe z dziedzińcem i budynkami towarzyszącymi. Sam pałac jest ruiną, ale uporządkowaną. Można wejść do środka i spacerować po komnatach. W dwóch miejscach zbudowano też metalowe schody, by można było pałac zobaczyć z góry. Niesamowite miejsce.

Pałac jest ruiną, ale jego kawałek został wyremontowany. Na razie w tej wyremontowanej części nic nie ma i nie wiem co tam planują zrobić. Uzupełnieniem pałacu jest duży park pałacowy i kolejne ruiny, tym razem ewangelickiego kościoła.

I dalej w drogę, w stronę ostatniego już noclegu na tym wyjeździe.
Dystans122.39 km Czas07:12 Vśrednia17.00 km/h VMAX39.19 km/h Podjazdy550 m
SprzętStevens Gavere
Na Koniec Świata - dzień 6

Tym razem spałem nad samą Wartą, w miejscu, w którym Ner wpływa do Warty. To był pierwszy poranek, który nie przywitał mnie chmurami lub deszczem, tylko słońcem. Nad wodą unosiła się cienka warstwa mgły, ale była tylko nad wodą, reszta nieba była czysta.. Obudziłem się jeszcze w nocy, wyjrzałem z namiotu i już wiedziałem, że muszę wstać o świcie. W nocy sprawdzałem o której wstaje słońce i nastawiałem budzik. To była dobra decyzja, bo słońce zafundowało mi wyjątkowy spektakl.

Miejsce, w którym spałem to polana wypoczynkowa z ławami i stołami oraz łatwym dojściem do wody. Po porannym bieganiu wzdłuż rzeki z aparatem znów położyłem się spać i wstałem, gdy słońce było już wysoko, a po mgłach nie było śladu. Łatwo można było ten widok przegapić.

Na drugi brzeg Warty przeprawiłem się promem w Kozubowie. Coraz mniej mamy takich promów, trzeba korzystać póki jeszcze są.

Piękny, zielony rynek w Uniejowie. W tle widać bazylikę z XIV wieku i wieżę z początków XX wieku.

Zamek w Uniejowie. To też XIV wiek i najbardziej okazała budowla dzisiejszego dnia...

...albo i nie. Ta dawna karczma też stoi w Uniejowie i chyba robi większe wrażenie. Tym bardziej, że wisi na niej kartka, że "karczma została przeniesiona bla bla bla". Przeniesiona! A więc jeszcze nie tak dawno ten budyneczek rzeczywiście był działającą karczmą! Na zdjęcie załapał się tez wiatrak koźlak, a to tylko jeden z dwóch stojących tam koźlaków. Uniejów to chyba największe odkrycie tego wyjazdu.

A potem to już tylko pokręcone drogi między wioskami. Trochę szutru, trochę asfaltu, trochę piasku.

Jeździłem tak między wioskami szukając starych dworów, ale żaden nie był wart tego, by go tu pokazać.

Przydrożny krzyż gdzieś wśród pól z dala od wszystkiego.

I tak sobie jechałem przed siebie coraz dalej i dalej...

...by na koniec dnia dotrzeć na KONIEC ŚWIATA!

Tym razem spałem nad samą Wartą, w miejscu, w którym Ner wpływa do Warty. To był pierwszy poranek, który nie przywitał mnie chmurami lub deszczem, tylko słońcem. Nad wodą unosiła się cienka warstwa mgły, ale była tylko nad wodą, reszta nieba była czysta.. Obudziłem się jeszcze w nocy, wyjrzałem z namiotu i już wiedziałem, że muszę wstać o świcie. W nocy sprawdzałem o której wstaje słońce i nastawiałem budzik. To była dobra decyzja, bo słońce zafundowało mi wyjątkowy spektakl.

Miejsce, w którym spałem to polana wypoczynkowa z ławami i stołami oraz łatwym dojściem do wody. Po porannym bieganiu wzdłuż rzeki z aparatem znów położyłem się spać i wstałem, gdy słońce było już wysoko, a po mgłach nie było śladu. Łatwo można było ten widok przegapić.

Na drugi brzeg Warty przeprawiłem się promem w Kozubowie. Coraz mniej mamy takich promów, trzeba korzystać póki jeszcze są.

Piękny, zielony rynek w Uniejowie. W tle widać bazylikę z XIV wieku i wieżę z początków XX wieku.

Zamek w Uniejowie. To też XIV wiek i najbardziej okazała budowla dzisiejszego dnia...

...albo i nie. Ta dawna karczma też stoi w Uniejowie i chyba robi większe wrażenie. Tym bardziej, że wisi na niej kartka, że "karczma została przeniesiona bla bla bla". Przeniesiona! A więc jeszcze nie tak dawno ten budyneczek rzeczywiście był działającą karczmą! Na zdjęcie załapał się tez wiatrak koźlak, a to tylko jeden z dwóch stojących tam koźlaków. Uniejów to chyba największe odkrycie tego wyjazdu.

A potem to już tylko pokręcone drogi między wioskami. Trochę szutru, trochę asfaltu, trochę piasku.

Jeździłem tak między wioskami szukając starych dworów, ale żaden nie był wart tego, by go tu pokazać.

Przydrożny krzyż gdzieś wśród pól z dala od wszystkiego.

I tak sobie jechałem przed siebie coraz dalej i dalej...

...by na koniec dnia dotrzeć na KONIEC ŚWIATA!













