Dystans63.88 km Czas02:55 Vśrednia21.90 km/h Podjazdy100 m
Gdy słońce zachodziło razem z księżycem
To był ten dzień, w którym księżyc chciał być ważniejszy od słońca. I nawet był, chociaż spektakl trwał bardzo krótko. Na miejsce obserwacji wybrałem Lubczynę. Tak jakoś pomyślałem, że zacumowane jachty będą dobrą sceną na ten wyjątkowy wieczór. A wyglądało to tak:







Już w drodze do Lubczyny spotykałem mnóstwo ludzi na polach. Wyglądało to jak samochodowe zloty. Słońce było jednak jeszcze za wysoko i za mocno świeciło, by dało się na nie popatrzeć lub zrobić jakieś zdjęcie. Wyszło mi tylko coś takiego:



A w Lubczynie tłum ludzi aż mnie zaskoczył. Dobrze, że nie wpadli na to, by wejść na marinę, tylko wszyscy siedzieli na plaży:



Dystans48.15 km Czas03:21 Vśrednia14.37 km/h Podjazdy420 m
Wilhelm Meyer i Szczecin
Szczecin nie ma szczęścia do architektów. Przez lata nawet nie miał nikogo, kto by dbał o jego wygląd. Teraz podobno ma, ale nie widać, by obecny Architekt Miasta Szczecina miał cokolwiek do powiedzenia na temat miasta. Zresztą poprzedni też w zasadzie pełnił tę funkcję raczej symbolicznie, a nie realnie. Tacy tam figuranci od brania kasy i nic więcej.

W rezultacie nowa zabudowa Szczecina jest chaotyczna i nieprzemyślana. Nawet te obiekty sztandarowe, którymi miasto próbuje się szczycić, to zupełne bezguście. Choćby nasza nowa filharmonia. Oh i ach, nagrody i piersi wypięte do medali, a wygląda jak tymczasowa, blaszana hala. Naprzeciwko stoi Muzeum Przełomów, które jest tylko betonowym placem. Na Arkę Noego na Łasztowni wylało się już takie morze hejtu, że już dawno powinno ją pochłonąć. Z nowszymi inwestycjami wcale nie jest lepiej. Waterfront na Kępie Parnickiej to zwykłe blokowisko, a planowany teatr na Łasztowni jeszcze nie powstał, a już został okrzyknięty „krematorium”. Było tyle fajnych projektów, a architekci wybrali krematorium. Tragedia. Oj, nie ma ten Szczecin szczęścia do architektów.

Ale nie zawsze tak było. W czasach niemieckich architekt miejski to była szycha. Od niego zależało jak miasto będzie wyglądać. Taki architekt nawet sam osobiście projektował w mieście budynki. Najsłynniejszym architektem w dziejach Szczecina był Wilhelm Meyer-Schwartau. W latach 1891–1921 sprawował urząd miejskiego radcy budowlanego, czyli miejskiego architekta. Cały układ urbanistyczny miasta to jego dzieło, a podobnie jak inni miejscy architekci także projektował obiekty użyteczności publicznej. Czerpał przy tym garściami z poprzednich epok tworząc neoromańskie i neogotyckie budowle. Cieszą one oko do dziś. Przypadkowo (albo nieprzypadkowo) są to najładniejsze budynki, jakie stoją w Szczecinie. Dziś pojechałem pokręcić się po mieście odwiedzając część z nich.




Dawny gmach szczecińskiego magistratu. zbudowany w 1900 roku. Swoją siedzibę miało tu wiele instytucji i urzędów. Po wojnie budynek został zaadoptowany na Akademię Lekarską, która po latach przekształciła się w Pomorski Uniwersytet Medyczny.




Urząd celny zbudowany w 1907 roku. Od początku aż do dziś pełni dokładnie tę samą funkcję. Zlokalizowano go między dwoma mostami prowadzącymi od wschodu do miasta i w pobliżu portu. Przed powstaniem tego monumentalnego obiektu, tez znajdował się tu urząd celny, tylko w innym budynku.




Kościół św. Gertrudy. Tak, Wilhelm Meyer projektował też kościoły. Ten powstał w 1896 roku i obecnie jest kościołem ewangelicko-augsburskim.




Najbardziej znane dzieło Meyera - Tarasy Hakena, zwane dziś Wałami Chrobrego. Jest to monumentalny taras widokowy o długości ok. 500 metrów zlokalizowany na skarpie nad samą Odrą. Powstał w w latach 1902–1921 z inicjatywy nadburmistrza Hermana Hakena, na cześć którego został pierwotnie nazwany.




Tarasy Hakena ozdabiają trzy reprezentacyjne budynki, a ten środkowy, w którym mieści się Muzeum Narodowe też zaprojektował Wilhelm Meyer. Budynek powstał w 1911 roku i od początku pełnił rolę muzeum.




Dom Parkowy z 1912 roku. Mieściła się w nim cukiernia i kawiarnia. Dziś znajduje się tu restauracja Clue.


Piękny, neogotycki budynek szkoły średniej dla dziewcząt z 1900 roku. Po wojnie również przeznaczono go na szkołę. Zarówno ten, jak i pobliski budynek LO I to projekty Wilhelma Meyera.


Kolejna szkoła projektowana przez Meyera. To Królewska Szkoła Budowy Maszyn z 1901 roku. Obecnie mieści się tu Wydział Elektryczny Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego.

To jeszcze nie wszystkie budynki zaprojektowane przez Meyera. Nawet nie wszystkie szkoły, a przecież zaprojektował też dwa szpitale. Przenoszę się jednak teraz na... cmentarz.




Cały układ cmentarza wraz z pokręconymi alejkami i neogotyckimi budynkami to też dzieło Wilhelma Meyera. Otwarto go w 1901 roku, a ostanie budowle oddano do użytku w 1903 roku. Do dziś jest to jeden z największych cmentarzy na świecie. Projektując go Meyer starał się nadać mu charakter ogrodu, by więcej było w nim ozdobnej zieleni, niż grobów.


Wilhelm Meyer-Schwartau zmarł w 1935 roku i został pochowany na cmentarzu, który sam zaprojektował. Jego nagrobek został zniszczony po wojnie, ale w 2002 roku odnaleziono go pod warstwą ziemi i ponownie ustawiono.


A na koniec tej wycieczki zrobiłem jeszcze rundkę do Puszczy Wkrzańskiej, gdzie w okolicach Pilchowa znajduje się Most Wilhelma Meyera. Most to za dużo powiedziane, jest to grobla przecinająca dolinę potoku Leśna. Grobla została nazwana imieniem Wilhelma Meyera w 1927 roku przez Bractwo Rowerowe ze Szczecina. Wilhelm Meyer nie tylko projektował budowle, ale był także propagatorem budowy w mieście pierwszych ścieżek rowerowych.

Dystans41.20 km Czas02:06 Vśrednia19.62 km/h Podjazdy100 m
Miasto
Dystans37.32 km Czas01:41 Vśrednia22.17 km/h Podjazdy100 m
Miasto


Dystans121.04 km Czas06:47 Vśrednia17.84 km/h VMAX42.51 km/h Podjazdy910 m
Stargard - Ińsko - Chociwel - Stargard
Głównym celem tego wyjazdu było sprawdzenie na jakim etapie jest budowa drogi rowerowej Marianowo - Ińsko. Rekonesans wypadł pomyślnie. Jest już asfalt na całej długości. Przed samym Ińskiem jeszcze brak ostatniej, tzw "ścieralnej" warstwy asfaltu, ale jest już twardo i można jechać. Droga nie jest jeszcze oficjalnie oddana do użytku, ale jest już tłumnie odwiedzona przez rowerzystów. Ciekawe zjawisko. Nie pierwszy raz jadę do Ińska i zwykle nie spotykałem innych rowerzystów, a wystarczyło zbudować porządną drogę i nagle zrobiło się ciasno. Świat się zmienia. Współcześni rowerzyści nie potrafią jeździć ulicami. Potrzebują specjalnych dróg tylko dla siebie.

A ta nowa droga prezentuje się tak:


Długa prosta z dala od domów - typowa droga rowerowa poprowadzona śladem dawnej linii kolejowej.


To jedna z tras dawnej Stargardzkiej Kolei Dojazdowej. W sumie cała sieć liczyła 120 km torów o rozstawie szyn 1000 mm.


Odcinek Marianowo - Ińsko ma 22 km długości.


Ale okazuje się, że te 22 km to nie koniec. Na odcinku Trąbki - Marianowo również widać prace przy przebudowie torowiska na drogę rowerową. Zdjęcia nie zrobiłem. To zdjęcie powyżej to okolice wsi Mosina.


Jezioro Linówko.


Najbardziej kontrowersyjna rzecz na nowej drodze - zatopione w asfalt szyny kolejowe. Mają przypominać, że dawniej jeździły tędy pociągi. Czy to na pewno dobry pomysł? Na razie nie przeszkadzają w jeździe rowerem, ale jak to będzie za kilka lub kilkanaście lat? Asfalt i stal inaczej pracują w upały i mrozy. Czy przypadkiem nie trzeba będzie co chwilę tego naprawiać?


Szyny nie wszędzie licują się z asfaltem.


To naprawdę są szyny. Prawdziwe, zapewne oryginalne szyny z rozebranego torowiska. Proces ich montażu widać na zdjęciu: najpierw wylewany idealny asfalcik, a potem go psujemy, wycinamy w nim dziurę i wsadzamy szynę. Będą z tym problemy. Nie można było inaczej zaznaczyć, że to dawna linia kolejowa?


Na przykład zachowując dawne tablice z nazwami stacji, a może także perony i znaki kolejowe? Byłoby chyba lepiej niż te tory w asfalcie.

A co poza nową drogą rowerową spotkaliśmy na trasie?


Oczywiście Stargard, gdzie zaczęliśmy wycieczkę, ale nie tylko to.


Pałac w Barzkowicach


Dawna stacja kolejowa (a obecnie muzeum WKD) w Ińsku. Szkoda, że droga rowerowa nie prowadzi prosto do tej stacji, tylko kończy się wcześniej, przed samym Ińskiem.


Kościół w Chociwlu.


Ruiny pałacu w Karkowie.


Stawy rybne między Krzywnicą i Dzwonowem.


A na koniec dnia znowu Stargard.



Dystans41.10 km Czas02:07 Vśrednia19.42 km/h Podjazdy100 m
Miasto


Dystans43.97 km Czas02:17 Vśrednia19.26 km/h Podjazdy100 m
Temp.34.0 °C SprzętStevens Gavere
Miasto
Dystans36.23 km Czas01:39 Vśrednia21.96 km/h Podjazdy100 m
Miasto
Dystans43.51 km Czas02:16 Vśrednia19.20 km/h Podjazdy100 m
Miasto
Dystans122.22 km Czas06:22 Vśrednia19.20 km/h VMAX42.12 km/h Podjazdy850 m
Zamek w Swobnicy
Co jakiś czas, zwykle co kilka lat odwiedzam zamek w Swobnicy. Obserwuję jak się zmienia. Pamiętam czasy, gdy był w rękach prywatnych i za niewielką sumkę do ręki pracownika można było dostać wielki klucz do wielkiej kłódki i buszować sobie po komnatach. Pamiętam czasy, gdy nikt już niczego nie pilnował, po zamku można było chodzić za darmo, a miejscowe dzieciaki rozpalały na strychu ognisko. Jakie były skutki łatwo się domyślić. Pamiętam jak podczas jakiejś burzy zawaliło się północne skrzydło zamku. Pamiętam też czasy współczesne, gdy za wstęp znów trzeba płacić, ale za to nie można wejść do środka. Tyle dobrego, że spalony dach wyremontowali i zrobili schody na wieżę. Ale na tym koniec. Od wielu lat zamek się nie zmienia. Ani kroku w przód, ani kroku w tył.


Zamek joannitów w Swobnicy.


Widok z wieży zamkowej.


Inny widok w wieży zamkowej.


Schody w górnej części wieży.


Wewnątrz wieży zamkowej.

I jeszcze trochę zdjęć z drogi do zamku: