Dystans65.90 km Czas04:31 Vśrednia14.59 km/h VMAX31.00 km/h Podjazdy147 m
Temp.5.0 °C SprzętMerida TFS 900
Antywyprawka #9 /3
Kategoria z sakwami


Dystans71.31 km Czas04:34 Vśrednia15.62 km/h VMAX36.59 km/h Podjazdy250 m
Temp.6.0 °C SprzętMerida TFS 900
Antywyprawka #9 /2
Kategoria z sakwami


Dystans38.24 km Czas02:27 Vśrednia15.61 km/h VMAX26.30 km/h Podjazdy299 m
Antywyprawka #9 /1
Kategoria z sakwami


Dystans107.57 km Czas04:46 Vśrednia22.57 km/h VMAX42.40 km/h
Ślady Księstwa Pomorskiego: Vierraden
Dawno nie byłem w żadnym nowym miejscu, które pamięta czasy Księstwa Pomorskiego. Jakoś tak zarzuciłem temat, albo odkładałem go na przyszłość. Dzisiaj zupełnie przez przypadek, jadąc po prostu przed siebie, znalazłem się w Vierraden, gdzie znajdują się ruiny zamkowej wieży. Wieża znajduje się na terenie prywatnym, ogrodzonym i zamkniętym, więc nie można do niej dojść. Zrobiłem jednak kilka zdjęć z zewnątrz, a po powrocie do domu doczytałem gdzie ja właściwie byłem.

Vierraden jest dziś dzielnicą Schwedt, ale dawniej było osobnym miastem. I do tego miastem nadgranicznym. Należało do Księstwa Pomorskiego i graniczyło z Brandenburgią. By wzmocnić obronę granicy, w ok. 1310 roku wzniesiono tu zamek. Długo jednak nie pozostał w rękach pomorskich, bo już w 1320 roku został zdobyty przez Meklemburgię. W 1468 roku zamek przejęła Brandenburgia. W 1477 roku zamek znów zdobyli Pomorzanie, ale już rok później wrócił pod panowanie Brandenburgii. I tak już zostało. Pomorzanie nigdy już tu nie wrócili. Jak to zwykle bywało na tych terenach, zamek został zniszczony przez Szwedów w 1637 roku i pozostał w ruinie do 1842 roku, kiedy to odrestaurowano wieżę zgodnie z ówczesnym nurtem tworzenia "romantycznych ruin". Kolejne zniszczenia wieża zaliczyła pod koniec II Wojny Światowej i od tej pory pozostaje w ruinie.

Zamek nie był zbyt okazały. Podobno była to tylko ta jedna, ocalała wieża otoczona murem i fosą. W obrębie murów był też jeden budynek. Wszystko poza wieżą zostało rozebrane w 1681 roku, a materiał został wykorzystany do odbudowy zamku w Schwedt.


Tuż obok zamku znajduje się piękny, zadaszony mostek. Nie jest to jednak obiekt zabytkowy, bo zbudowano go w 1999 roku. Miejsce, w którym most spina brzegi rzeki Welse, jest jak najbardziej historyczne. W tym miejscu w przeszłości było już kilka mostów, a od czasów średniowiecza stał tu młyn wodny.
Dystans70.53 km Czas03:20 Vśrednia21.16 km/h VMAX40.81 km/h
Blankensee

Droga do Schwennenz

Obersee
Dystans105.80 km Czas05:17 Vśrednia20.03 km/h VMAX42.90 km/h Podjazdy791 m
Brüssow
Dystans101.30 km Czas05:12 Vśrednia19.48 km/h VMAX37.80 km/h
Inoujście
Dystans48.80 km Czas02:39 Vśrednia18.42 km/h VMAX34.50 km/h
Sławoszewo
Dystans75.50 km Czas03:13 Vśrednia23.47 km/h
Chwarstnica
Dystans84.20 km Czas04:48 Vśrednia17.54 km/h VMAX31.44 km/h Podjazdy314 m
Między Odrą a Bugiem: Moroczyn - wschodni kraniec Polski - Chełm
Spałem w polach za Hrubieszowem. Rano budzą mnie ostre słońce przebijające się przez mgły i baraszkujące w pobliżu koziołki. Znów wstaję o świcie, by się tym wszystkim nacieszyć. Z miejsca, w którym śpię widok mam bardzo rozległy i malowniczy. To słońce maluje te obrazy. Wieczorem tak ładnie to nie wyglądało.





Świt w polach, w pobliżu wsi Moroczyn.

To już była ostatnia noc przed celem. Do wschodniego krańca Polski zostało mi w linii prostej raptem 14 km. Jadę jednak trochę naokoło, przez Horodło, dawne miasteczko, dziś większą wieś. Wygląda na wymarłą, ale to pewnie dlatego, że jest niedziela i do tego wcześnie rano. Kto by wstawał o tej porze?


Przez pola w stronę Horodła.


Drewniana chata w Horodle.

Nie wiedziałem czego mam się spodziewać po wschodnim krańcu Polski. Relacje mówiły o zarośniętej drodze, trudnościach z dotarciem na miejsce, koniecznością zgłaszania obecności do pograniczników (czego oczywiście nie zrobiłem), a przede wszystkim o komarach! Chyba tych komarów bałem się najbardziej. Rzeczywistość okazała się banalna. Droga prawie do samego końca jest przejezdna. Dojechać można nawet samochodem (terenowym oczywiście). Do przejścia po zaroślach jest może z 15 metrów. Na miejscu jest tablica informacyjna (dla kajakarzy - zwrócona w stronę rzeki). Komarów brak. Pogranicznicy się pojawili, ale nie byli mną zainteresowani. Czyli mówiąc krótko - prosto jak wycieczka do parku.


Ten krzyż to jeszcze nie koniec Polski, ale jest już blisko.



Cel osiągnięty. Tak wygląda wschodni koniec Polski


I to by było na tyle. Dotarłem do celu. Pozostało tylko pojechać do Chełma, na pociąg. Jak podsumować tę wyprawę? Odczucia mam mieszane. Najciekawsze miejsca, które odwiedziłem to Jura Krakowsko-Częstochowska oraz wschód Polski zaczynając od Roztocza. Poza tymi dwoma rejonami trasa była raczej mało ekscytująca. Nie twierdzę, że było nudno i nieciekawie, trochę fajnych dróg przejechałem. Powinienem jednak pociągnąć trasę bardziej na południe, by chociaż trochę górek zaliczyć. Tymczasem jechałem tak daleko od gór, że nawet ich nie widziałem. Szkoda. Może innym razem. A więc teraz do Chełma, podziwiając po drodze starą, drewnianą zabudowę.